Strony

24 March, 2013

So cold...


Za 8 dni początek kwietnia, za miesiąc moje urodziny a tu nawet w Anglii, gdzie podobno prawdziwej zimy nie ma, najzwyczajniej piz... zimno! Wiem, że w Polsce teraz norma to -16°C, więc nie powinnam narzekać przy tutejszych 2°C, ale naprawdę taka pogoda niczemu nie sprzyja. Wyjście po zakupy to jeszcze bardziej przykry obowiązek niż zwykle, a mobilizacji do innych zajęć brak. Dziś godzinę debatowaliśmy, czy iść na spacer. Akurat teraz kiedy mam czas i ochotę poznawać Manchester, warunki atmosferyczne totalnie temu nie sprzyjają. W końcu poszliśmy, no bo ile można siedzieć w domu. Założę się, że pogoda diametralnie poprawi się wraz z rozpoczęciem nowej pracy ;]

April is just around the corner, my birthday is in a month and spring hasn't arrived yet! Even here in England, where people don't realize what 'real' snowy winter means is sooooo cold. I know that there is -16°C now in Poland, so I have no right to complain with my 2°C in Manchester, but let's face it - this weather doesn't help anyone. Shopping has become more upsetting duty and we suffer from lack of mobilisation. Everything looks grey and dreary. Today we were debating for an hour about going for a walk. In the end we left our cosy, warm flat and checked our neighbourhood a bit. Of course the weather is always bad when you have a lot of spare time. I can bet it will improve when I start a new job soon.

IMG_7512x

23 March, 2013

Laziness – my alter ego :/


Zaległości na tym blogu sięgają kilku miesięcy wstecz. Nie wiem jak to robię, że nic nie robię. Przyznaję się bez bicia, że umiejętność efektywnej organizacji czasu u mnie nie występuje. Zawsze jakieś pozornie ważniejsze sprawy, a przede wszystkim pierdoły odwracają moją uwagę od tego, co naprawdę istotne i warte uwagi. Zwłaszcza jak mam więcej czasu, jak teraz. Pamiętam jedną koleżankę ze studiów, która dojeżdżała codziennie na uczelnię (prawie godzina w jedną stronę), studiowała dziennie praktycznie 3 kierunki naraz (Indywidualny Tok Studiów), udzielała się w organizacjach pozarządowych, robiła staże, kursy, brała udział w konferencjach, miała czas na siłownię, kino a wszelkie nowości książkowe pochłaniała w mig. I przy tym wszystkim miała same piątki z egzaminów. A ja nie byłam w stanie ogarnąć nawet połowy tego ;) Po prostu jestem leniem. Wstrętnym, wkurzającym samą siebie nierobem. I zaczynam mieć samej siebie dość!

Takim oto sposobem nazbierało się sporo tematów, o których miałam wspomnieć już dawno temu. A parę aktualnych przemyśleń też czeka na spisanie. A więc… zaczynam ćwiczyć systematyczność ;)

IMG_3736

Zacznę od tego, że już ponad miesiąc (tak!) mieszkam tam, gdzie chciałam, czyli w Manchesterze. Miasto, które spodobało mi się od pierwszej wizyty i w którym chciałam zamieszkać od pierwszej wizyty. Ładniejsze niż Londyn, mniejsze, ale wciąż jedno z najludniejszych miast Anglii. Z długą historią, niewyczerpanymi zasobami kulturalnymi i najlepszym angielskim futbolem. Miasto, w którym po prostu czuję się dobrze, czego nie mogłam powiedzieć ani o poprzednim miejscu zamieszkania (tzw. „dziura”) , czy też o Krakowie. Za cel postawiłam sobie poznanie mojego nowego miejsca jak najlepiej, bo po pierwsze czuję, że Manchester ma mi wiele do pokazania, a po drugie – nie wiem jak długo tu pomieszkam ;) Także można się spodziewać, że przez jakiś czas Manchester będzie u mnie tematem dominującym. Tyle teraz, wracam tu jeszcze w tym tygodniu!