Zaległości na tym blogu sięgają kilku miesięcy wstecz. Nie
wiem jak to robię, że nic nie robię. Przyznaję się bez bicia, że umiejętność
efektywnej organizacji czasu u mnie nie występuje. Zawsze jakieś pozornie
ważniejsze sprawy, a przede wszystkim pierdoły odwracają moją uwagę od tego, co
naprawdę istotne i warte uwagi. Zwłaszcza jak mam więcej czasu, jak teraz.
Pamiętam jedną koleżankę ze studiów, która dojeżdżała codziennie na uczelnię
(prawie godzina w jedną stronę), studiowała dziennie praktycznie 3 kierunki
naraz (Indywidualny Tok Studiów), udzielała się w organizacjach pozarządowych,
robiła staże, kursy, brała udział w konferencjach, miała czas na siłownię, kino
a wszelkie nowości książkowe pochłaniała w mig. I przy tym wszystkim miała same
piątki z egzaminów. A ja nie byłam w stanie ogarnąć nawet połowy tego ;) Po
prostu jestem leniem. Wstrętnym, wkurzającym samą siebie nierobem. I zaczynam
mieć samej siebie dość!
Takim oto sposobem nazbierało się sporo tematów, o których
miałam wspomnieć już dawno temu. A parę aktualnych przemyśleń też czeka na
spisanie. A więc… zaczynam ćwiczyć systematyczność ;)
Zacznę od tego, że już ponad miesiąc (tak!) mieszkam tam,
gdzie chciałam, czyli w Manchesterze. Miasto, które spodobało mi się od
pierwszej wizyty i w którym chciałam zamieszkać od pierwszej wizyty. Ładniejsze
niż Londyn, mniejsze, ale wciąż jedno z najludniejszych miast Anglii. Z długą
historią, niewyczerpanymi zasobami kulturalnymi i najlepszym angielskim
futbolem. Miasto, w którym po prostu czuję się dobrze, czego nie mogłam
powiedzieć ani o poprzednim miejscu zamieszkania (tzw. „dziura”) , czy też o Krakowie.
Za cel postawiłam sobie poznanie mojego nowego miejsca jak najlepiej, bo po
pierwsze czuję, że Manchester ma mi wiele do pokazania, a po drugie – nie wiem
jak długo tu pomieszkam ;) Także można się spodziewać, że przez jakiś czas
Manchester będzie u mnie tematem dominującym. Tyle teraz, wracam tu jeszcze w
tym tygodniu!
No comments:
Post a Comment