Kolejne dwa dni w Paryżu upłynęły pod hasłem „Moje nogiiiiii….
Padam!”. Świadomi naszych 100% zniżek do muzeów i tego, że raczej ponownie
przed 26. urodzinami tu nie zawitamy, nie mogliśmy odpuścić żadnego ze znanych
centrów sztuki. Oczywiście, na czas pobytu w stolicy Francji kupiliśmy 5-dniowe
bilety Paris Visite, jednak przesiadanie się z jednej stacji metra na drugą –
pokonywanie niezliczonej ilości bramek, schodów i tuneli – potrafi nieźle
zmęczyć. Na szczęście paryskie metro działa sprawnie i w każde miejsce można
bez trudu dojechać.
Our next
days in Paris were both amazing and exhausting. Remembering about our free
admissions and realising that we probably won’t return here again before our
26. birthdays, we couldn’t avoid any of famous museums. Of course, we bought
5-days tickets to use Parisian underground all the time, but changing stops – with
all gates, stairs and tunnels – can make you tired very fast. At the end of
each day we couldn’t feel our legs. But I must say, that the underground works
very efficient, so you can go to any place without problems.
Początkowo zwiedzanie mieliśmy rozpocząć od Luwru, jednak po
wyjściu ze stacji metra przy Grand Palais przywitał nas szacowny Charles de
Gaulle, namawiając nas na spacer po Polach Elizejskich.
At first,
we thought bout starting our tour that day from the Louvre, but when we got off at
Grand Palais we saw Charles de Gaulle statue surrounded by The Avenue des
Champs-Élysées, so we decided to walk around a bit.
Pola Elizejskie to raj dla turystów, którzy kochają
zatłoczone kawiarnie, luksusowe salony samochodowe i sklepy pełne przepychu
najdroższych marek. Nasze Krupówki czy Krakowskie Przedmieście to malutka
namiastka tego, co dzieje na najbardziej zatłoczonej alei Paryża. Ciężko jednak
ominąć ta trasę, gdyż łączy ona ze sobą wiele ważnych punktów na mapie stolicy
jak: L'Arc de Triomphe (Łuk Triumfalny), Grande Palais, Place de la Concorde i
Grande Arche (Wielki Łuk) w dzielnicy La Defense. Wszystko to ułożone jest w
dosłownie w jednej, prostej linii, dzięki czemu siedząc pod Grande Arche można
zobaczyć przed sobą L'Arc de Triomphe.
Champs-Élysées
is a paradise for tourists who love overcrowded caffes, luxurious car showrooms
and boutiques full of most expensive, designer brands. Polish Krupówki or
Krakowskie Przedmiescie are tiny substitutes of what you can see on the most
famous street in Paris. I don’t like this kind of places, but it’s hard to skip
this route, because it links many important points in Paris: L'Arc de Triomphe,
Grande Palais, Place de la Concorde i Grande Arche in La Defense quarter.
Aleja sław sportu przed sklepem Adidasa, czyli odciski stóp francuskich zdobywców medali na tegorocznej Olimpiadzie w Londynie.
Walk of Fame in front of Adidas store - footprints of French Olimpics winners in London 2012.
Podczas spaceru odwiedziliśmy kilka sklepów. Strasznie się
ucieszyłam na widok sklepu Disneya, jednak wnętrze i jego asortyment bardzo
mnie rozczarował. Spodziewałam się, że zobaczę (i może nawet kupię) bohaterów
najlepszych, klasycznych kreskówek Disneya, tymczasem 80% asortymentu stanowiły
gadżety ze Spidermanem (??!!), Autami i innymi bajkami z ostatnich lat, których
nie widziałam i jakoś nie zamierzam oglądać. Mało Myszki Mickey, zero Króla Lwa,
czyli kiepsko. Jedynie porcelanowe kubki był warte uwagi. O wiele lepiej
poczuliśmy się w raju audiowizualno-książkowym, czyli ogromnym sklepie Virgin Media.
Nigdy wcześniej nie byłam w salonie tej marki, ale i tak nie spodziewałam się,
że będą mieć tam (prawie) wszystkie płyty i winyle, jakie przyjdą mi do głowy. „No Heroes” Converge za 18 euro?
Proszę bardzo.
During our
stroll, we visited a few stores. I was very happy when I saw Disney’s store,
but inside I felt disappointed. I expected a lot of things with main characters
from the best and classic stories, but 80 % of goodies were with Spiderman,
Cars and other most recent tales, which I haven’t seen so far and I am not
going to. Just few pieces with Mickey Mouse, none with The Lion King – so lame
and what a shame. Only mugs looked nice. We felt a lot better in next store – a
huge centre of music, films and books called Virgin Media. I have never been in
that store before, but I couldn’t suppose that I would see almost all cds and
vinyls I might ever think about. ‘No Heroes’ Converge for 18 euro? There
you go.
W kolejnych salonach, które widać na zdjęciach poniżej, było
już trochę drożej… ;)
As you an
see on pictures below, in other stores prices were a bit higher… ;)
Łuk Triumfalny
L'Arc de Triomphe
W drodze do muzeów. Piotr postanowił zrobić sobie zdjęcia z paroma znajomymi. Tu z Winstonem Churchillem i Juliuszem Cezarem.
On our way to museums, Peter decided to take photos with some acquaintances. Here you can see him with Winston Churchill and Julius Cesar.
Jako pierwsze odwiedziliśmy Musée de l'Orangerie, które przypadło mi do gustu ze względu na piękną kolekcję dzieł Moneta i innych impresjonistów. Muzeum jest niewielkie, więc nie przytłacza. Może to dziwnie zabrzmi, ale nadmiar sztuki mnie męczy – nie potrafię należycie poświęcić uwagi i czasu na dzieła sztuki, kiedy wiszą one obok siebie w odstępie 30 cm, a do zobaczenia jest kilka pięter budynku. Znajomi mówili, że na zwiedzenie Luwru trzeba by poświęcić z miesiąc i rzeczowiście tak musi być, bo my w ciągu niecałych 2 godzin ledwie zobaczyliśmy kolekcję starożytną. Co za dużo, to niezdrowo i chyba tak było w tym przypadku.
Firstly, we visited Musée de l'Orangerie, which I liked for its beautiful collection of Monet and other impressionists works. The museum is quite small, so it doesn’t overwhelm you, if you know what I mean. It may sound strange, but I don’t like an excess of art in one place – I can’t pay attention properly to every piece of art, when they all are hanging next to each other with only 30 cm gaps and you know that at least a couple of floors with paintings are waiting for you. Before we left to Paris, our friends had told us that we should devote at least a month to see everything in Louvre and indeed – during two hours we hardly managed to check ancient antiques. ‘Too much pudding will choke the dog’ like they say.

Słynna piramida.
The famous piramide.
Słynna piramida.
The famous piramide.
Tej pani chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Mona Lisa, po włosku La Gioconda. Księga Rekordów Guinessa podaje, że obraz ten posiada największą wartość ubezpieczenia, a tym samym jest najdroższy ze wszystkich dzieł sztuki. Przed kilkumiesięczną podróżą obrazu po Stanach Zjednoczonych w 1962 r. jej wartość szacowano na 100 mln ówczesnych dolarów. Dzisiaj ta kwota wyniosłaby aż 743 mln $. Patrzyłam na 750 milionów dolarów… strach pomyśleć ile jest łącznie jest warta cała zawartość Luwru. W ogóle ciężko było zrobić to zdjęcie, bo musiałam się dosłownie boksować z tłumem właścicieli innych i wszelakich urządzeń potrafiących zrobić zdjęcie;) A tak szczerze to spodziewałam się, że obraz większy niż w rzeczywistości;)
I don’t need to introduce this lady. Mona Lisa, also known as La Gioconda. The Guinness World Records says, that the painting has the highest insurance value, so it’s the most expensive piece of art in the world. Before going to USA in 1962, Mona Lisa was assessed with a value of $ 100 mln. Today , with adjusted inflation, it’s about $ 743 mln. I was looking at $ 750 million… It’s better not to think what much whole Louvre is worth. By the way, it was very hard to take this picture. I literally had to fight with other, uncountable people with cameras, phones and tablets. Ps. I thought that the painting would be bigger than it turned out.
Po prawej Venus z Milo.
On the right you can see Venus from Milo.
Po drodze z Luwru trafiliśmy na Pont des Arts – oficjalnie Most Sztuk Pięknych, nieoficjalnie i powszechnie Most Zakochanych. To tutaj pary z całego świata przypinają swoje kłódki mające zapewnić wieczność łączącego ich uczucia.
After the Louvre we popped into Pont des Arts – officially the Bridge of Arts, popularly – the Bridge of Lovers. Hereis the place, where couples from all countries attach padlocks to bridge railings and then throw away the key into river below, as a proof of their love.


Zmęczeni całodzienną bieganiną udaliśmy się po coś do jedzenia. Trafiliśmy na tak pyszne bagietki z mozzarellą, pomidorem i rukolą, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia;) Za to do hotelu przyniosłam najlepszą (i NAJWIĘKSZĄ) bezę jaką kiedykolwiek jadłam, o smaku jagodowym. Pychaaa, aż żal było jeść.
Tired of all-day walking, we went to eat something. We bought such delicious baguettes with mozzarella, tomato and rocket salad, that unfortunately I didn’t manage to take any photo. At least, I brought with me to our hotel room the best (and the biggest) meringue I’ve ever tried, with blueberry flavour. Oh, so yummy!

Wkrótce dalsza część relacji.
Zmęczeni całodzienną bieganiną udaliśmy się po coś do jedzenia. Trafiliśmy na tak pyszne bagietki z mozzarellą, pomidorem i rukolą, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia;) Za to do hotelu przyniosłam najlepszą (i NAJWIĘKSZĄ) bezę jaką kiedykolwiek jadłam, o smaku jagodowym. Pychaaa, aż żal było jeść.
Tired of all-day walking, we went to eat something. We bought such delicious baguettes with mozzarella, tomato and rocket salad, that unfortunately I didn’t manage to take any photo. At least, I brought with me to our hotel room the best (and the biggest) meringue I’ve ever tried, with blueberry flavour. Oh, so yummy!
Wkrótce dalsza część relacji.
To be continued ;)
;)) pozdrówki serdeczne!!! Trzymam kciuki! Kamila
ReplyDelete